| Ostatnie obrazki |
|
|
|
| dziesiątka - ipiranga |
Wyszli całą grupą w ciepłą, rozgwieżdżoną noc. Pachniało lawendą, a cykady hałasowały z zapamiętaniem. Szli w kierunku miasteczka, aby dokończyć zabawę w jednej z licznych winiarni. Śpiewali, odurzeni młodością i wakacjami, a niektórzy – wstępnie – proškiem lub travaricą.
Byli już na deptaku pod piniami, tam, gdzie skały schodzą łagodnie ku morzu, tworząc naturalne, wygodne stopnie, gdy podszedł od tyłu i wziął ją delikatnie za rękę.
– Chodź – wyszeptał – pokażę ci fajne miejsce.
Posłusznie odłączyła się od reszty i poszła za nim. Sandały z rzemyków grzęzły w ściółce z piniowych igieł, a drapieżne agawy wbijały kolce w jej zwiewną sukienkę i kilka razy przystawali, by je wyplątać z falbanek.
Na dole wszystko było takie, jakie być powinno. Maleńka zatoczka objęła ich przyjaźnie, oddając ciepło nagrzanych w ciągu dnia skał. Przed sobą mieli widok na hotelową marinę, cichą i bezludną o tej porze. Kilka niewielkich łódek kołysało się lekko, a w tle majaczyły Pakleni Otoci, ze srebrnymi od pełni drzewami.
Wyjął z plecaka wino. Po paru łykach przestała ją uwierać konieczność picia z butelki. Leżeli na plecach i rozmawiali – o książkach, kotach i astronomii. Niekiedy milkli i słuchali spokojnego oddechu morza.
Gdy w butelce ukazało się dno, a księżyc utknął na maszcie największej z łódek, obrócił się na bok, podparł na łokciu i rzucił od niechcenia:
– A może byśmy tak się pobzykali?
Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione.
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).
|
|
|
|
 |
dnia luty 08 2010 09:33:58
znow wpadlam w twoja zasadzke Mistrzyni Zaskoczenia . oczywiscie: swietne! |
 |
dnia luty 08 2010 10:48:09
Proza życia jak nic. Sam jestem takim facetem 
Bardzo dobre. |
 |
dnia luty 08 2010 10:53:08
Zbączony ten Księżyc. |
 |
dnia luty 08 2010 10:55:47
Super. Chociaż ja dla większego kontrastu dodałbym na koniec nieco bardziej wulgarne pytanie. Ale to ja. Tak czy siak, BEDEBE ;) |
 |
dnia luty 08 2010 12:00:22
Tym razem do przewidzenia, ale i tak bardzo dobre  |
 |
dnia luty 08 2010 16:05:42
Przewidywalne niestety i brakuje tego, co tak w Twoich miniaturkach kocham - temat orginalny i zakończenie zwalające z krzesła. A tu... od samego początku wiadomo, jak to się skończy. Ostatnia kwestia ratuje - i za to db. |
 |
dnia luty 08 2010 19:45:28
UUUUuu...chyba jednak 99% kiczu...a ten jeden procent...prawdy...to Autor zawarł w ostatnim zdaniu...
tym razem mnie nie powaliło
Pozdro! |
 |
dnia marzec 06 2010 14:04:37
Byli już na deptaku pod piniami, tam, gdzie skały schodzą łagodnie ku morzu, tworząc naturalne, wygodne stopnie, gdy podszedł od tyłu i wziął ją delikatnie za rękę. zdanie długie. choć zbudowane poprawnie, wybija z rytmu.
haha, no romantyczny miodek akwarelki i zakończenie, jak soczyste beknięcie.
W tej chwili kojarzy mi się pierwszy mąż Pawlikowskiej, który na romantycznym spacerze rozpina mundur i wyraża swe chucie: "eh, wziąłbym Cię, babo" )
Może nie jakoś szczególnie zapadajace w pamieć, ale, co by nie rzecz, sprostałaś.
bdb z pozdrowieniami |
|
|
|
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
|