| Ostatnie obrazki |
|
|
|
| Walczący z nudą - marcowy zając |
Pojawiła się znikąd. A tak przynajmniej wydawało się na pierwszy rzut oka. Miała na sobie ciemny płaszcz z kapturem, przez co zlewała się z pogrążonymi w półmroku drzewami.
Szła niespiesznie krętą alejką, pełną nierównych płyt chodnikowych. Każdy jej ruch zdawał się być starannie zaplanowany. Stawiała kroki z rozmysłem, niemal bezgłośnie i rozglądała się. Uważnie, ale nie nerwowo, jakby szukała kogoś znajomego.
Adam uśmiechnął się.
Brawo. Całkiem niezła jest ta mała. Gdyby był śmiertelnikiem, to pewnie dałby się nabrać. A skoro jednak nie był...
- Hej, pani z kapturem! - zawolał, sadowiąc się wygodniej na obdrapanej ławce.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, jakby się spodziewała, że zaraz dostanie nożem między łopatki.
Miała ładną twarz. Symetryczną, tak to się chyba mówi. Ale to nie było najważniejsze, taką twarz mógł mieć każdy. Naprawdę niesamowite były jej oczy. Jedno szare, drugie głęboko zielone, oba błyszczące siłą charakteru.
W Adamie z każdą chwilą rosła aprobata. I niezdrowa chęć urozmaicenia nudnego wieczoru.
- Czego chcesz? - spytała dziewczyna zimno, ale wyczuł w jej głosie lekkie drżenie.
Uśmiechnął się leniwie.
- Albo jesteś nadzwyczajnie odważna... albo zwyczajnie głupia - stwierdził, kiwając beztrosko stopą. - Wiesz, gdzie jesteś i czym to grozi, a mimo to nie uciekasz...
Zmrużył oczy, uśmiech zniknął równie szybko, jak się pojawił. Nie ufał ludziom, jak każdy wampir. Bo prawda jest taka, że więcej nieśmiertelnych ginie z ręki człowieka niż na odwrót. Właśnie dlatego Adam i jemu podobni tworzyli obszary, gdzie mogli czuć się zupełnie swobodnie. Enklawy, do których ludzie się nie zapuszczali. Dla wampira nie było nic prostszego. Ot, martwe zwierzę tu i tam, kilkoro zaginionych ludzi... Śmiertelnicy bardzo szybko łapali przekaz i trzymali się z dala od takich miejsc. Winę zrzucali na mafię albo pseudokibiców.
Ale najwyraźniej byli i tacy, którzy mieli problem ze zrozumieniem przekazu...
Dalsze rozważania przerwało mu wyzywające spojrzenie niezwykłych oczu.
- Może przyszłam w jakimś celu?
Adam parsknął cichym śmiechem.
- Nie wyglądasz na samobójczynię. Jednak doceniam twoją chęć utrzymania przy życiu mojego gatunku.
Skłonił się szyderczo, na tyle, na ile pozwalała mu pozycja.
Inni nieśmiertelni, przechodzący przez park, rzucali mu spojrzenia pełne dezaprobaty. Adam wiedział, że będą mu później wypominać tą scenę przy każdej okazji. Wśród wampirów zabawa jedzeniem uchodziła za przejaw złego smaku. Zawsze go irytowali, cholerni hipokryci.
Przywrócił się do porządku, skupiając wzrok na nowej, jakże interesującej znajomej.
- Zapytam jeszcze raz: czego tu szukasz?
Przygryzła wargę. Miała piękne usta...
- A jak myślisz?
Znów się roześmiał, tym razem chłodniej i zdecydowanie bardziej przerażająco. Widział niebieskie żyły pod jej skórą, słyszał tętniącą w nich krew. Był głodny. Cholernie głodny. Ciekawe, ile jeszcze czasu uda mu się podtrzymywać tę rozmowę?
- Jeśli śmierci, służę pomocą - wykrzywił wargi w drwiącym grymasie.
- A jeśli drogi na waszą stronę?
Wzdrygnął się, jakby ta myśl była dla niego wysoce nieprzyjemna.
- Czy ja wyglądam jak jakiś cholerny poborowy? Idź do domu, kwiatuszku.
- Jestem Magda.
- A co to za różnica? Już, znikaj, dopóki jestem w nastroju cię wpuścić.
Dziewczyna ani drgnęła. W jej niezwykłych, dwukolorowych oczach błyszczało wielkie postanowienie.
Adam poczuł narastający gniew.
I głód.
Wiedział, że nie da rady się powstrzymać, jeszcze zanim zerwał się z ławki. Bez zbędnych słów czy gestów zatopił kły w jej szyi.
***
Magda, nieprzytomna i bledsza o kilka odcieni, osunęła się na ziemię. Adam oblizał wargi, opadając z powrotem na ławkę.
Musiał powstrzymywać pomruk zadowolenia. Nie cierpiał chodzić głodny. Uważał nawet, że to wbrew biologii. Organizm żąda - organizm potrzebuje. I już. Nie ma co dorabiać górnolotnej ideologii.
Jego rozleniwiony mózg powoli wracał do normalnego tempa pracy. Coś, jeszcze nie do końca zdefiniowanego, zaczęło wkradać się w jego myśli, psując pełen błogości stan.
No tak, dziewczyna...
Przez chwilę w ogóle o niej zapomniał. Nie obraziłby się, gdyby nagle wyparowała albo coś w tym stylu, ale niestety nie wyglądała w tej chwili specjalnie ruchliwie. Adam wstał niespiesznie i stanął nad nią, wzdychając ciężko.
- Masz ci los! - mruknął zakłopotany, drapiąc się po karku. - I co ja z tobą teraz zrobię?
Niby powinien napić się jeszcze i zakopać ciało, ale... jakoś było mu szkoda. Przypomniał sobie, jak nieustraszenie wyglądała, kiedy weszła do parku. Jak panowała nad emocjami, rozmawiając z nim. Miałby pozbawić świat takiej osobowości? Żeby był jeszcze nudniejszy niż jest?
Wszechogarniająca nuda jest czymś, czego wampir prędzej czy później musi doznać, a czego boi się jak ognia. Jest tak i bez niepotrzebnego usuwania ze świata tych nielicznych, ciekawych elementów.
Podejmując decyzję, pochylił się nad Magdą i rozgryzł sobie nadgarstek. Patrzył jak ciemne, gęste krople jego krwi spływają między jej wargi.
Do diabła, pomyślał, jakby ze zdziwieniem, marszcząc lekko brwi. Znowu to zrobiłem. To się braciszkowie zdenerwują...
***
- Czyś ty do reszty zgłupiał? - zmęczony głos Jerzego nie brzmiał zbyt przekonująco. Adam podejrzewał, że mistrz prawił mu kazania z czystego przyzwyczajenia, porzuciwszy już jakąkolwiek nadzieję na sukces. - To już trzecia przemieniona przez ciebie kobieta w tym miesiącu. Gdyby nie to, że tamte dwie nie przeżyły, miałbyś już teraz prawdziwe stadko. A młode wampiry to nie bydło hodowlane, Adam.
Młodszy wampir wzruszył ramionami.
- Mówisz to tak, jakbym zburzył 'odwieczny porządek rzeczy' - parsknął lekceważąco. - Nic wielkiego się nie stało.
Siedzieli obaj na poręczach otaczających punkt widokowy i obserwowali, co działo się pod nimi. Młoda dziewczyna w brudnym, wyświechtanym płaszczu, zataczając się, szła ku drodze głównej. Potykała się co chwilę, ale uparcie brnęła przed siebie. Wyglądała, jakby wracała z kilkukilometrowego biegu przełajowego.
Czarne oczy Jerzego uważnie śledziły każde jej posunięcie.
- Rozumiem, że będzie twoim dzieckiem? Wychowasz ją?
Adam wzdrygnął się na samą myśl.
- Żartujesz, prawda? Czy ja wyglądam jak niańka? Owszem, jestem od dobrych uczynków, ale wszystko ma swoje granice.
Starszy wampir uniósł brwi.
- Od dobrych uczynków, Adam? Naprawdę? - chichotał bezgłośnie.
- Chciała być jedną z nas. I jest.
Rozłożył ramiona i skłonił się nisko, jak aktor po udanym przedstawieniu. Jerzy tylko pokręcił głową.
- A wiesz dlaczego chciała, żebyś ją przemienił?
- Nie - przyznał Adam zupełnie niefrasobliwie. - Czy to ważne? Spełniłem jej prośbę i nawet chętnie zobaczę, jak sobie poradzi. Ale na tym koniec.
- Będzie atakować ludzi - przypomniał Jerzy cicho.
- Będzie. Ale wywiozłem ją dostatecznie daleko od naszej enklawy, żebyś nie musiał się o to martwić. Ciekaw jestem, jak sobie poradzi bez kogoś, kto by nią pokierował - cieszył się.
Jerzy obrzucił go powolnym spojrzeniem. Był zmęczony. Zniesmaczony i zrezygnowany. Ale nie zdziwiony.
- Nie ma nic, czego nie zrobiłbyś z nudy, prawda? - spytał niechętnie.
Adam nawet na niego nie spojrzał.
- Nie.
Daleko w dole, ubłocona, sfatygowana postać, dotarła wreszcie do głównej drogi.
Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione.
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).
|
|
|
|
 |
dnia luty 07 2010 17:36:30
Brak w Twoim opowiadaniu intersującej fabuły - jest wampir, dziewczyna, która wampirem chce zostać, on ją zabija, zamienia w wampira i koniec. Mistrz gani Adama, ale mało prekonująca, jakby było mu już wszystko jedno.
Czekałam na jakąś zapierającą dech w persiach lub po prostu zaskakująca puentę, szkoda, że jej zabrakło.
Pozdrawiam. |
 |
dnia luty 07 2010 18:29:41
Czyli Wampir gej. Kocham ten gatunek. Nie ufał ludziom, jak każdy wampir. Bo prawda jest taka, że więcej nieśmiertelnych ginie z ręki człowieka niż na odwrót. Nic dziwnego. Ludzie są homofobami, skoro mogą zabijać gejów, pod przykrywką mordowania wampirów robią to chętnie.Wśród wampirów zabawa jedzeniem uchodziła za przejaw złego smaku. Zawsze go irytowali, cholerni hipokryci. Czyli Adam nie tylko jest gejem wampirem, jest też Emo gejem wampirem.Niby powinien napić się jeszcze i zakopać ciało, ale... jakoś było mu szkoda.
Podejmując decyzję, pochylił się nad Magdą i rozgryzł sobie nadgarstek. Patrzył jak ciemne, gęste krople jego krwi spływają między jej wargi. Szkoda, że wrzucasz ten motyw z nadgarstkiem ;( Zwłaszcza w takim opowiadaniu. Aha i skoro sobie rozgryzł nadgarstek, to wiemy, że to jego krople krwi spływają.
mistrz prawił mu kazania z czystego przyzwyczajenia, porzuciwszy już jakąkolwiek nadzieję na sukces. oczywiście, gdyż mistrz też był gejem.
Kurczę i czego się spodziewać po wampirach, skoro w wampiry zamieniają się nastolatki z pokręconą psychiką.
I poważnie. Sorry, za te komentarze powyżej, ale muszę to robić, bo lubię wampiry. A przez Ciotkę Lestata (nie chodzi o jego ciotkę, tylko, że Lestat był ciotką, to gorsze określenie niż ciota, nic bardziej zniewieściałego nie istnieje) i spedalone emo wampiry ze zmierzchu jestem uczulony. Rzygam wampirami, które mają problemy egzystencjalne jak poeci z początku XIX wieku.
Fabuła rzeczywiście żadna, ale jest dobrze napisane. Widać, że albo potrafisz nieźle pisać, albo potrafisz nieźle poprawiać. Tak czy siak, mi się podobało.
Będę się modlił, aby trafić na twój tekst, który nie będzie skierowany do nastolatek, chociaż to moje prywatne zdanie. Pisz co lubisz, i pisz to co ludzie chcą czytać. A przecież chcą czytać, o wykastrowanych wampirach eunuchach. |
 |
dnia luty 07 2010 19:21:18
a mi się podoba świetnie napisane |
 |
dnia luty 07 2010 21:50:15
Nadużywasz się.
Adam uśmiechnął się z rozbawieniem.
trochę masło maślane...
Proporcjonalną, tak to się chyba mów
nie, mówi się raczej symetryczną, a jaka by była proporcjonalna, to nie mam pojęcia 
że więcej nieśmiertelnych ginie z ręki człowieka niż na odwrót.
jeśli nieśmiertelny, to jak ginie? znika tak?
podtrzymywać tą rozmowę?
tę rozmowę
I co? Już? Jeśli to koniec, to zanim mnie zaciekawiłaś, już po ptakach... Mizerna ta fabuła. Właściwie żadna. Nie ma opisów sytuacjo, nie wiadomo kto, co i dlaczego, no i przede wszystkim nie wiadomo po co ten tekst...
Wprowadź bohaterów, daj im przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, osadź w konkretnej scenerii, opisz ją, zaciekaw, opowiedz jakąś histerię, która ma początek i koniec. To jest jak wydarte z kontekstu. Nie dla mnie.
Pozdrawiam. |
 |
dnia luty 07 2010 22:47:14
Zgodzę się z Tomaszem, piszesz nieźle, czyta się dobrze, tylko według mnie treść jest koktajlem True Blood'a i wampirów pani Meyer.
Dorzuć do niego trochę procentów, a będzie smaczniejszy |
 |
dnia luty 07 2010 23:46:13
Za bardzo ludzkie, jak dla mnie, te wampiry. Jak na to patrzę, to potwory pod nazwą wampirów dewaluują się. Może nawet coś o tym napiszę... po jaką cholerę przerabiać je na długowieczne elfy? Chcesz pisać o elfach, pisz o elfach. Nazwanie elfa wampirem i wysłanie do dentysty to marna kosmetyka.
Potwór ma być potworem, a nie człowiekiem z odmianą skazy białkowej.
Niemniej czyta się dobrze. Podejrzewałbym, że dalej byłby romans, a na końcu ssali by się długo i szczęśliwie. W sumie takie perpetum mobile by wyszło. Nikogo by nie krzywdzili nawet!
Przepraszam, że lekko z tematu zszedłem. Morałem ma być, że konwencja jest chybiona. Ale może to tylko zdanie miłośnika starych Wampirów przez duże W.
Dobry. |
 |
dnia luty 08 2010 00:13:29
Absolutnie zgadzam się ze Sceptymucha, wampiry to potwory żywiące się ludzką krwią, mordujące i nie posiadające żadnych skrupułów. W tym opowiadaniu wampiry są zbyt podobne do ludzi. Poza tym jest kilka błędów, ale niej jest najgorzej. Czyta się przyjemnie, i to jest to, za co wydaję ocenę dobry. |
 |
dnia luty 08 2010 12:23:00
tak, czyta sie milo, choc plenta bylaby lepsza gdyby ona byla Ewa, czyli kolejna powtorka z historii, kiedy kobieta jest nieszczesliwym efektem meskiej nudy tworczej.  |
 |
dnia luty 08 2010 15:43:34
O Boże, czuję się zarzucona komentarzami;P No więc, po kolei. Po pierwsze dziękuję za wszytkie uwagi, oczywiścię biorę je sobie do serca Rzeczywiście, fabuła nie jest najlepsza, a i bohaterowie mogli być mocniej osadzeni w historii. Moja wina, biję się w piersi Wpadłam ostatnio w małą obsesję, żeby nie pisać wszystkiego 'butem w mordę' (zresztą pod wpływem czyjejś opinii) i rzeczywiście mogłam przesadzić -.-" Szczerze mówiąc zaskoczyły mnie trochę komentarze o podobieństwie do True Blood lub (o zgrozo!) Zmierzchu... Naprawdę tak to odbieracie ? Cóż, to znaczy, że mam poważny problem z przekazywaniem myśli... Założenie było zupełnie inne. Owszem, historyjka miała być początkowo nieco dłuższa, ale nie planowałam romansu, zresztą teraz też go tam nie widzę... Adam przemienił ją tylko i wyłącznie z nudy, nie miał żadnych ukrytych podtekstów i właściwie niewiele go to obeszło... Ale możliwe, że tylko ja to tak odbieram Tak czy inaczej, wielkie dzięki za komentarze, nastepnym razem postaram się lepiej A teraz biorę się za poprawianie błędów^^ |
 |
dnia luty 13 2010 23:18:19
Banalne historyjki potrafią zainteresować jedynie, gdy napisane są bądź żartobliwie, bądź wprowadzony jest wyjątkowy klimat. Masz łatwość pisania, ale w tym przypadku tego nie wykorzystałaś. |
|
|
|
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
|