| Ostatnie obrazki |
|
|
|
| „Inwigilacja” - tulipanowka |
Miasteczko zimą.
Zobaczyłam staruszkę ciągnącą za sobą torbę na kółkach.
- Możesz mi pomóc z torbą? – spytała.
Chlapa i wielkie kałuże pośniegowe, pod którymi znajdowały się resztki lodu. Po czymś takim ciągnąć torbę, byłoby bezsensem. Ciężko, a poza tym torba po chwili stałaby się mokra.
Wzięłam od staruszki torbę i przeniosłam przez największe kałuże.
- Idziesz do piekarni? – spytała staruszka.
- Nie, w przeciwnym kierunku. Na parking - odpowiedziałam.
- Gdzie?
- Na parking.
- Pewnie mąż na ciebie czeka?
Nie odpowiedziałam, gdyż nie poczuwam się do obowiązku udzielania odpowiedzi.
- Albo ktoś? – dociekała staruszka.
Przeszłam na wyższy chodnik. Spieszyło mi się bardzo. Chciałam dojechać na czas na bardzo ważne spotkanie.
- Nie mogę tak szybko. Noga mnie boli – powiedziała staruszka domyślając się, że jestem zniecierpliwiona.
Podałam jej torbę.
- Bóg zapłać. Bóg zapłać.
- To ja przepraszam bardzo, że nie mogę iść do piekarni.
Zaczęłam biec w kierunku parkingu.
Nagle coś mnie zatrzymało. Odwróciłam się. Zobaczyłam, że z domku na górce wyszła obłąkana Marta. Dziewczyna szła w kierunku staruszki.
Szaleństwo Marty polegało na nienawiści do wszystkiego, co żyje. Czułam emanujące od niej zło, mocną aurę podłości, wredność pozbawioną skrupułów, frustrację i bezrozumny gniew, żądzę morderstw i zadawania cierpienia.
Straszne i przerażające wrażenie, a tym bardziej, że ja czułam, co czuje obłąkana Marta. Ona chciała zabić staruszkę.
Pobiegłam do staruszki.
- Szybciej, chodźmy stąd - ponaglałam.
Wzięłam staruszkę pod rękę i zaczęłam ją ciągnąć.
- Nie mogę szybciej. Boli mnie noga.
Marta z tryumfującym, szyderczym uśmiechem i szalonym błyskiem w oczach zbliżała się coraz bardziej i bardziej.
- Wszyscy jesteście kłamcami. Zabiję was. Wszyscy jesteście kłamcami. Zabiję was. Wszyscy jesteście kłamcami – Marta mamrotała do siebie.
- Odczep się od nas – zawołałam w kierunku Marty.
- Kłamiesz. Kłamiesz. Kłamiesz. Wszyscy jesteście kłamcami. Zabiję was. Wszyscy jesteście kłamcami. Zabiję was – mówiła Marta z zawiścią.
- Odczep się od nas. Takie jak ty powinno się zamknąć w psychiatryku - krzyknęłam.
Pożałowałam swoich słów. Strach sparaliżował mi członki. Nie wiedziałam co począć. Uciekać? To bym zrobiła najchętniej. Zawsze wariatów mijam szerokim łukiem. A z drugiej strony nie miałam sumienia, by zostawić staruszkę na pastwę losu. Staruszkę, która prosiła mnie o pomoc i która życzyła mi Bożej opieki.
Staruszka schyliła się, a może poślizgnęła – w każdym razie przyjęła pozycję „zwiniętą w kłębek” i nic się nie odzywała. Miałam wrażenie, że modli się w myślach.
Stanęłam pomiędzy Martą i staruszką.
- Odejdź – poprosiłam.
Marta wyciągnęła w moim kierunku rękę. Patrzyła na mnie. Strasznie bałam się jej nienawistnego spojrzenia. Ciarki przechodziły mi po plecach. Mrowienie ciała.
Gdy dotknęłam jedną ręką staruszkę, wtedy Marta położyła dłoń na moim ramieniu. Przeskoczyła iskra.
- Jesteś przekaźnikiem – powiedziała Marta do mnie.
Staruszka zaczęła tarzać się w konwulsjach. Na ustach pojawiła się piana. Twarz staruszki robiła się na przemian biała i fioletowa. Stałam oniemiała ze strachu, bezsilności. Bałam się, że nie wiem co i dlaczego się dzieje.
Czułam, że to ja zabiłam staruszkę!
- Aaaaaa - krzyczałam.
***
Pomieszczenie biurowe.
Szef był przywiązany do szafy. Knebel miał wciśnięty w usta. Wyglądał żałośnie.
- I co szmatławy dupku. Pogadamy inaczej – rzekłem z przekąsem.
- Eeee, puuu, eee, puu – szef chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
- Ty wszawa pierdoło. Teraz to ty będziesz śmieciem – zaśmiałem się z zawistną złością.
Chwyciłem pistolet.
- Teraz cię zabiję.
Wycelowałem w kierunku szefa. Napawałem się radością jego wybałuszonych, przerażonych oczu.
- Taaa – krzyknąłem oddając strzał.
Kula trafiła w ścianę.
- To byłaby za szybka śmierć. – Podszedłem do szefa i przyłożyłem mu lufę do skroni. – Tyle lat poświęceń. Zawsze wszystko zrobione z wyprzedzeniem. Aż tak dobrze, że nigdy tego nie zauważałeś. Wszyscy dostawali podwyżki, tylko nie ja. Wiadomo, bo inni mogli odejść w każdej chwili, a ja nie. Ja musiałem robić na niewidomą żonę. Nie ważne, że oślepła w wyniku wypadku na stanowisku pracy w twojej firmie. Nie ma świadków. Nie ma dowodów. Czyli sprawiedliwość nie istnieje. Musiałem robić na niepełnosprawnego dzieciaka. Ciekawe, czy jest moim, czy twoim synem? Musiałem robić na ojca inwalidę, weterana wojennego. Jak ojciec był w pełni sił to to...
- Eeee, puuu, eee, puu – szef chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
- Chciałbyś się trochę popluć. Walnąć jakąś żałośnie infantylną przemowę. Ja przez dwadzieścia parę lat musiałem wysłuchiwać twoich bredni, to teraz ty sobie trochę posłuchaj. Siedź cicho, bo strzelę.
Stwierdziłem, że strzał z pistoletu to jednak za mała kara. Stanąłem z kilkunastometrowej odległości i zacząłem rzucać nożami.
- Aha, ha, ha, hopsa – cieszyłem się rzucając. – Świetna zabawa!
Nie jestem nożownikiem, dlatego najczęściej chybiałem. Co z tego, skoro jeden nóż przeciął szefowi skórę na głowie i drugi wbił się w pachwinę. Krew mieszała się z jego łzami. Nogawka spodni stała się purpurowa.
Rzucałem i rzucałem. Kolejne noże raniły boleśnie ciało znienawidzonego szefa.
Na koniec podszedłem i poderżnąłem mu gardło. Poczułem cudowną, zwierzęcą rozkosz, gdy przecinałem skórę na jego szyi.
Czułem taką nieziemską satysfakcję, radość, wyładowanie. Uch... zemsta jest słodka.
***
Na polu (czyli na dworze) obok „Kina ze snów”.
Ludzie powychodzili z kabin.
- Cześć, Krysiu – przywitał się Jordan.
- Siemka, Jordan – uśmiechnęła się Krysia.
- I jak tam?
- „Kabina realnych snów” jest świetna.
- Bije na głowę filmy w trójwymiarze, nieeee?
- Taa, nasz rację, Jordan.
- Dzisiaj byłem nożownikiem – pochwalił się mężczyzna. - Poszlachtowałem jednego gościa. I poruszałem się trochę, jak na treningu z konsolą kici-psi... i dodatkowo wyżyłem się psychicznie. A ty?
- Ja się najadłam strachu tyle, jak przy żadnym horrorze. Ten świat był taki realny. Dotykałam przedmiotów, a one istniały...
- Zaawansowana technologia. Podobno to tworzywo wymyślono przy okazji pracy nad materiałami konstrukcyjnymi do budowy obiektów na innych planetach.
- Też tak słyszałam.
- Gdyby nie finansowano badań na cele militarne, to postęp by się zatrzymał. Śmieszne, nie?
- Oj, Jordan, Jordan. Taki z ciebie marzyciel – powiedziała Krysia z filuteryjnym uśmiechem.
- Jesteś taka śliczna, jak się uśmiechasz.
- Dziękuję, jesteś niezwykle miły.
- Teraz wszyscy ludzie są mili i cudowni. Wszystko to zasługa „Kabin realnych snów”.
- Nie bądź taki skromny.
- A, wiesz podobno w Krakowie są kabiny, gdzie można załadować pragnienio-marzenia morderców, gwałcicieli, tyranów. Nawet tych, co wymarli wieki temu. Podobno na podstawie DNA pobranego choćby ze szczątków kostnych, można odtworzyć sny?
- Zdradzę ci pewien sekret, ale nie mów nikomu – szepnęła Krysia Jordanowi do ucha.
- Dobrze.
- Jak dasz w łapę operatorowi, to tutaj, normalnie w naszych kabinach... można wejść – Krysia zrobiła pauzę, aby wzmóc ciekawość Jordana - w sny ludzi, którzy tutaj przychodzą.
- Coś ty?! Przecież to nielegalne. Objęte tajemnicą zdrowotną. Przecież celem kabin było rozładowanie emocji, frustracji, albo przeciwnie... dodanie adrenaliny, ubogacenie monotonii życia codziennego.
- Nie unoś się tak... Zawsze, jeżeli coś jest możliwe, a tylko zakazane, to ktoś skorzysta.
- Nie znoszę inwigilacji! – wrzasnął Jordan.
- Jordan, nie poznaję cię. Ty krzyczysz? Chyba musisz pójść na jeszcze jeden seans – doradziła Krysia.
Kopiowanie tekstów, obrazów i wszelakiej twórczości użytkowników portalu bez ich zgody, jest stanowczo zabronione.
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z dnia 4 lutego 1994 r.).
|
|
|
|
 |
dnia luty 03 2010 09:16:14
A fabułę, przepraszam, to wymyśliłaś zanim siadłaś do pisania czy improwizowałaś w trakcie? Bo wygląda to jakbyś pisała co Ci akurat w danej chwili do głowy przyszło. Jednym słowem - bez sensu.
Zrób sobie przerwę w taśmowym pisaniu tekstów, zastanów się nad jakąś historią przez kilka dni, ułóż ją sobie w głowie, zrób notatki, dopracuj, potem dopiero napisz o niej tekst. Przeczytaj go minimum dziesięć razy, popraw wszystkie błędy, które zobaczysz. Później się prześpij, przeczytaj go raz jeszcze. Skreśl 3/4 i napisz od nowa. Prześpij się.. i tak do skutku. Masz fajne pióro, nieźle i lekko piszesz, ale te opisywane historie są po prostu idiotyczne. Ktoś Ci tu kiedyś powiedział żebyś ograniczyła ilość i postawiła na jakość. I ja się z nim zgadzam.
Daję przeciętne tylko dlatego, że przyzwoicie napisane. |
 |
dnia luty 03 2010 20:00:49
Trudno zaprzeczać Twojej elokwencji.
Nie wiem, co odpowiedzieć: że lubię idiotyczne historyjki i pisanie na żywca (przecież to tylko zabawa ) |
 |
dnia luty 04 2010 00:45:07
Pisząc, cyt."...na żywca idiotyczne historyjki" z pewnością szlifujesz styl.
Któregoś dnia wpadniesz na rewelacyjny temat i masz jak w banku... ,
ale ... Andre też ma dużo racji
i co teraz? |
|
|
|
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
|